poniedziałek, 12 maja 2014

Na czasie

Gdzieś pomiędzy grą we frisbee a pisaniem jest czas na wąchanie liści, łamanie w palcach gałązek, sprawdzanie soczystości łodyżek. Już prawie wszystkie lipy mają liście wielgachne jak parasole, ale na niektórych można jeszcze znaleźć te najlepsze do sałatek i kiszenia - cieniutkie, małe i jasnozielone. Zrywam je, a potem słodkie i chrupiące młode liście funkii. Tak z inspiracji grupą super-women z tej strony. Wielkie, wielkie dzięki!
Do liściowej trupy dołączają jeszcze lekko kapuściane listki babki lancetowatej.



Posiekałam je wszystkie, doprawiłam solą i pieprzem, i jeszcze najlepszym olejem rzepakowym. Dodałam pomidory, które w tym roku już nawet teraz są tak dobre, że z bólem będziemy je żegnać jesienią. I jeszcze szparagi, jak co roku najdoskonalsze te od Majlertów. Tak dobre, że pół paczki zjadam w drodze do domu. Posypka z podprażonego sezamu wieńczy dzieło. Można tę kolorową doskonałość zjeść solo albo w towarzystwie kaszy, albo np. z jajkiem lub podsmażonym zamarynowanym z sosie tamari tofu.
W tle jakże dekoracyjny i jakże uporczywy chwast - skrzyp. Ktoś już go odkrył do celów florystycznych?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz